Honoré de Balzac: "Nieznane arcydzieło" świeży towar, prosto z półki - wreszcie coś porządnego do poduszki :)
Jest to nowa książka z cyklu Nowy Kanon wydawnictwa W.A.B. Nie będę opisywać. Wystarczy wpisać hasło w google'a i wyskoczy z 1000 streszczeń. Więc krótko: tom zawiera dwa opowiadania Balzaca: "Nieznane arcydzieło" i "Gambara" (które są częścią jego monumentalnej "Komedii ludzkiej"). W obu przypadkach odwiedzamy pracownię artysty (malarza i kompozytora) ogarniętego obsesją stworzenia dzieła doskonałego i spotykającego się z niezrozumieniem otoczenia. W obu opowiadaniach mamy do czynienia z pytaniem o istotę sztuki oraz artysty – pytanie postawione pierwszy raz przez Albrechta Dürera: czy wystarczy być geniuszem, mieć talent, czy konieczne jest także wykształcenie, warszat? Odnaleźć można także odwieczną kwestię dotyczącą relacji artysta-kochanka (a która została kiedyś sformułowana przez Jacka Woźniakowskiego w formie pytania: "Czy artyście wolno się żenić?").
[Mała refleksja na boku: To klasyka, nie tylko wśród historyków sztuki czy artystów czy też innych osób zainteresowanych sztuką, ale klasyka w ogóle. Dlatego też dziwię się, że nie to opowiadanie, a "Ojciec Goriot" jest na liście lektur szkolnych (którego albo nie czytałam albo czytałam i nie pamiętam, że czytałam, co na to samo wychodzi).]
"(…) dla artystów kolejnych pokoleń był to tekst niebywale istotny – i, co ważne, że uważali oni obraz Frenhofera [twórcę tytułowego arcydzieła] za twór wybitny, a nie za pomyłkę czy produkt szaleństwa. Nieznane arcydzieło oznaczało dla nich raczej arcydzieło nieuznane, niezauważone za sprawą braku widzenia wyższego rzędu. De Kooning twierdził, że opisany przez Balzaca obraz otworzył drogę kubizmowi. Picasso w roku 1927 dwunastoma akwafortami zilustrował wydanie opublikowane przez Vollarda w 1931 roku (…), a w pięć lat później wynajął atelier na rue des Grands-Augustins, sądząc pomyłkowo, że mieściła się tam pracownia Frenhofera, i to właśnie tam namalował Guernikę. (…) Émile Bernard wspomina, że kiedy napomknął o mistrzu Nieznanego arcydzieła w rozmowie ze starym Cézannem, ten 'ruszył się zza stołu, ustawił przede mną i, uderzając palcem wskazującym w swoją pierś, określił siebie – bez słowa – tym powtarzanym gestem jako tę właśnie postać'."
[z posłowia Jacka Dehnela]
Zaciekawiona tematem, wśród miliona linków natrafiłam na ciekawą książkę [google books is getting better and better!] pod tytułem "Das Frauenopfer in der Kunst und seine Dekonstruktion" (München 2005) [Kobieta-ofiara w sztuce i dekonstrukcja tejże] autorstwa Nanette Rißler-Pipka (niestety nie została jeszcze przełożona na język polski), w której jeden z rozdziałów dotyczy kwestii kobiet sportretowanych w kilku opowiadaniach Balzaca (tych dotyczących sztuki). Autorka stwierdziła, że dla balzacowskiego typu artysty (obojętnie czy spełnionego twórczo czy też nie) kobieta to jedynie powłoka, część ciała, kawałek skóry. W "Nieznanym arcydziele" obie kobiety, modelka oraz kobieta z portretu, zostają poświęcone na ołtarzu sztuki.(str. 110) Artyści dobijają targu. [W zamian za "oddanie" Gillette (pięknej narzeczonej Poussina) Frenhoferowi, by ta mu pozowała do obrazu i by malarz mógł dokończyć swoje arcydzieło, Poussin i Porbus będą mogli obejrzeć kochankę mistrza, jego obraz (który do tej pory skrzętnie ukrywał przed światem)]. Ta transakcja to stręczycielstwo - obie kobiety zostają po prostu zmuszone do prostytucji.
"(…) Sztuka (...) polega na tym, że męski, czynny geniusz ukazuje (...) i wyraża kobietę. Bierną, doskonale piękną i czule kochającą. (…) Kobieta jest nieistotna, ważne jest dzieło, które inspiruje i w którym będzie żyła. I które bez niej nie powstanie."
[z posłowia Jacka Dehnela]
Jacek Dehnel dochodzi do jeszcze ciekawszego wniosku niż Rißler-Pipka. Jego zdaniem ta lekkość z jaką obaj mężczyźni poświęcają swoje kochanki w imię sztuki, jest wyrazem fizycznej i intelektualnej impotencji obu artystów.
"(...) trzeba uznać, że transakcja (polegająca na przelewaniu zapładniających sił) zdradza podwójną impotencję amantów. (…) Następuje wymiana, obie kobiety zostają zbrukane – starzec jest już impotentem w sensie fizycznym, ale wciąż sprawnym artystycznie, więc posiada młodziutką modelkę wzrokiem; Poussin natomiast jest jurnym młodzieńcem, ale – artystycznie jeszcze niedojrzały – nie jest w stanie posiąść, zobaczyć, namalowanej Katarzyny."
[z posłowia Jacka Dehnela]
Tak się składa, że czytając Balzaca jednocześnie oglądałam na youtube kilka wywiadów z Lagerfeldem, głównym projektantem marki Chanel. [Jakoś nieopatrznie ułożył mi się "tydzień kultury francuskiej" - (nie)-szczęsna Marguerite Duras wciąż czytana. Zostało 10 stron...]. Karl Lagerfeld bardzo mi przypomina owych balzacowskich geniuszy – jest poniekąd ich odpowiednikiem (na miarę XX wieku).
Należy on do pokolenia, według którego wiedza to potężna broń: "Das Gehirn ist ein Muskel, der trainiert werden muss." [Mózg to mięsień, który stale trzeba ćwiczyć]. Wprawdzie nie ukończył żadnej szkoły, ale jak na samouka jest niesamowicie wykształcony. (Fachu nauczył się pracując.) Wiedza jego to po części rezultat czytania. Choć twierdzi, że nie przywiązuje wagi do przedmiotów (to znaczy do ich posiadania), to jest właścicielem ponad 300.000 książek (i pamięta gdzie, w jakiej książce, czego szukać - sic!). Wciąż wspomina o pewnym zdarzeniu ze swojego dzieciństwa, gdy wuj spoliczkował go za nieznajomość Freiligratha (niemiecki poeta doby romantyzmu znany raczej tylko germanistom) i nazwał dziesięcioletniego raptem chłopca skończonym głupcem. Lagerfeld w swoich kolekcjach nie tylko stale czerpie z przeszłości [miłośników "Śmierci w Wenecji" odsyłam do najnowszej kolekcji], z rozrzewnieniem wspomina także "stare, dobre Niemcy" i przedwojenny Berlin z jego żydowska inteligencją. To są jego wzorce, ideały. My byśmy pewnie powiedzieli "idole", ale myślę, że Lagerfeldowi to słowo nie przypadłoby do gustu, gdyż posługuje się nienaganną niemczyzną (ponoć piszą do niego zachwyceni nauczyciele i germaniści pytając, gdzie się nauczył tak pięknie władać ojczystym językiem?).
Ten swoisty "Wissensdrang" [pociąg do wiedzy] cechuje także bohatera Balzaca, Gambarę, człowieka znikąd (jego ojcem był lutnik – ojcem Lagerfelda był przemysłowiec z Hamburga), nieustannie szukając, ucząc się kiedy tylko sposobność się nadarzy.
"To grałem na kontrabasie w orkiestrze, to na scenie śpiewałem w chórze, to znów pod sceną pomagałem maszynistom. Studiowałem tym sposobem muzykę we wszelkich jej przejawach."
(str. 69)
Lagerfeld sam o sobie mówi "Autofaschist" – autofaszysta: "Es ist gegen meine Natur schwach zu werden." [Słabość nie leży w mojej naturze.] To tytan pracy, nigdy nie odpoczywa. W głośnym filmie dokumentalnym "Lagerfeld Confidential" w jednej ze scen widać wnętrze jakiejś dyskoteki. Gra głośna muzyka klubowa. Ludzie się bawią, tańczą, piją. Zdaje się, że zaraz zobaczymy Karla w tak zwanym czasie wolnym? - Lagerfeld jest w pracy, fotografuje. "Selbstdisziplin" – autodyscyplina. Postawę tą podkreśla strój rodem z pruskiego "katalogu mody" (na czele ze sztywno wykrochmalonym, śnieżnobiałym kołnierzykiem). Co ciekawe ów pruski dryl nie znajduje jednak odzwierciedlenia w postaci słynnego niemieckiego - porządku. Wnętrze jego paryskiej willi dosłownie oblegają stosy książek, czasopism, przybory do rysowania.
W tym świetle opis pracowni mistrza Porbusa z Nieznanego arcydzieła, przywodzi nie tylko na myśl lagerfeldowską sypialnię (która jest zarazem jego biblioteką), ale także pracownię XIX-wiecznego artysty w ogóle. Adolph Menzel: "Pracownia artysty" (1872)
"Światło, skoncentrowawszy się na płótnie przymocowanym do sztalug i dotkniętym zaledwie trzema albo czterema pociągnięciami kredą, nie docierało do przepastnych ciemności zalegających kąty ogromnej izby a jednak kilka zbłąkanych odblasków zapaliło w tym rudawym mroku iskrę pośród srebrzystych łusek rajtarskiej zbroi wiszącej na ścianie, przedarło się nagle wąskim snopem promieni, odkrywając gzyms staroświeckiego, gładko wypolerowanego kredensu, pełnego osobliwych naczyń, albo też jarzyło się w złocie starej brokatowej kotary, załamanej w potężne fałdy, a służącej modelom. Gipsowe figurki wyobrażające ludzi obdartych ze skóry, torsy i fragmenty posągów antycznych bogiń, miłośnie pocałunkami wieków wygładzone, zalegały stoliki i konsole. Niezliczone szkice, studia trojakim rodzajem ołówka, sangwiną i piórkiem, pokrywały ścianę od podłogi do sufitu."
(str. 10)
Lagerfeld (tak jak i Poussin, Porbus, Gamabara) świadomie odrzuca miłość. Nigdy z nikim nie zamieszkał, nie związał się na stałe. Wydaje się, że najważniejsze słowo w jego słowniku to "auto", ja. Przy tym jest osobą wielce kontrowersyjną i nie wzbudza sympatii – ale nie o to chyba chodzi.
W jednym z wywiadów zapytany o dokumentalistę, który mu towarzyszył z kamerą przez dwa lata jego życia, odpowiedział, że czuje się na tyle swobodny z samym sobą, że nie przeszkadza mu ciągła obecność kamer. Według niego to właśnie oznacza "szczyt luksusu"!
p.s.
Mistrz Frenhofer pracował nad nieznanym arcydziełem 10 lat, a Paolo Gambara pół życia poświęcił swojej kompozycji - czytałam kiedyś, że Tomasz Mann pracował nad "Czarodziejską Górą" przez 11 lat. Niektórzy badacze literatury są zdania, że pierwotne wersje były lepsze od końcowego rezultatu...
p.p.s.
Polecam świetny mini-serial dokumentalny "Signe Chanel".
niestety bez dźwięku, ale napisy są, więc da się wytrzymać te 8 minut :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz